Przychodzi taki dzień, w którym spoglądamy za siebie i analizujemy co zrobiliśmy do tej pory, jakie podejmowaliśmy decyzje, jak się zmieniliśmy oraz dokąd zmierzamy. Wszystko dobrze jeśli jesteśmy z tego stanu rzeczy zadowoleni. Gorzej gdy dochodzimy do wniosku, iż dawno temu zboczyliśmy z obranej ścieżki, a nasza własna - prowadzi donikąd. Całe szczęście - zawsze można zawrócić i pomaszerować wcześniej określonym szlakiem albo zaryzykować idąc w nieznane...
status: singielka
wiek: 25
wzrost: 172
waga: zbyt duża by podać ją publicznie
zawód: wieczny student zmierzający do obrony
Po pierwsze chcę podkreślić, iż jestem zadowolona ze swojego życia. W polskim społeczeństwie może to być objawem jakiejś choroby. Żaden z lekarzy, który przewinął się w moim ćwierć wieku, psychicznych zaburzeń mi jednak nie zarzucił. By Was jednak utwierdzić w przekonaniu, że ze mną wszystko okay, na wszelki wypadek dodam - oczywiście zawsze mogłoby być lepiej. Marzy mi się własne mieszkanie, skończone studia magisterskie, stabilna praca w której będę się realizowała, mnóstwo zagranicznych wojaży, druga połówka (i nie mowa tu o %), która będzie mnie wspierała i nie czuła się zagrożona na pozór silnym mym charakterem.
Co do rozdroży i wyborów - właśnie przed takim jednym stoję. Sprawa tyczy się dalszej ścieżki kształcenia oraz ewentualnej pracy. Zastanawiam się nad pełnym powrotem na studia stacjonarne na prestiżowej uczelni i pożegnaniem się z funkcją asystentki w jedne z duńskich korporacji, a studiami niestacjonarnymi na nie tak złej uczelni i ewentualną zmianą pracy...
Sądzę, że najbliższe tygodnie będą dla mnie przełomowe. Dlatego postanowiłam się nimi podzielić ze światem. Mam nadzieję, że Was nie uśpię swoimi wypocinami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz