poniedziałek, 16 stycznia 2012

Power

Każdy ma w sobie niezłożone pokłady energii. Czy to z lenistwa, przyzwyczajenia czy po prostu wygody człowiek po nie nie sięga każdego dnia. Wystarczy jednak, że na czymś nam naprawdę zależy to znajdziemy z tysiąc sposobów na osiągnięcie celu. Nie ważna jest wtedy pogoda, pora dnia czy roku, trudności finansowe czy cokolwiek innego. Sprawdza się tylko maksyma - chcieć to móc...

status: niezwyciężony
zawód: dumny student
nastawienie: jak najbardziej pozytywne

Przedstawię Wam pokrótce pewien schemat. Młody człowiek kończy szkołę średnią i udaje się na studia (za pewne w celu nadziei na lepsze jutro). Przez pierwsze pół roku korzysta z życia by później zmagać się z Systemem Eliminacji Studentów, który Jest Aktywny przez około 2 tygodnie trzy razy w roku. Gdy uda mu się przez to przejść suchą stopą jakoś radzi sobie (z górkami i dolinami) do 3 roku, gdzie wybiera promotora i temat pracy dyplomowej. Po pewnych trudach udaje mu się napisać upragnione dzieło i spokojnie przekazuje je w odpowiednie ręce. Wszystko zamyka się w trzy lub cztery ta... Ale oczywiście nie u mnie ;)
Dzisiaj rozpiera mnie duma, chociaż prawdę powiedziawszy to powinnam się raczej spalić ze wstydu. Prawie 3 lata temu ludzie ode mnie z roku wybierali swojego guru naukowego, który przeprowadzi ich przez tę udrękę będącą pracą dyplomową na stopień inżyniera. Cóż mi innego pozostało - zrobiłam to i ja. Nie była mi jednak pisana szybka realizacja badań i analiza efektów. Przez ponad pół roku czekałam na próbki, później jakiś czas na dostęp do maszyny wytrzymałościowej. Następnie problemy z programem do liczenia efektu PLC i... szkoda gadać.
Potrzebowałam jakiegoś potężnego impulsu, aby się zmotywować. W zeszłym tygodniu ryzykownie napisałam do promotora w celu spotkania. Traf chciał, iż proponowany termin musiał zostać przesunięty na dzisiejszy poniedziałek. Zawzięłam się zatem tak, że z piątkowej strony tytułowej powstało 5 rozdziałów. Zatrzymałam się obecnie na analizie ostatnich danych (i to nawe w wyniku mojej propozycji dodatkowych porównań). Jeśli zatem ktoś twierdzi, iż nie da się napisać pracy inżynierskiej w weekend - jest w dużym błędzie! Chociaż oczywiście lepiej aby to były dwa weekendy ;)


sobota, 14 stycznia 2012

On Strategy

Łatwiej jest wypominać błędy i stwierdzać, iż coś jest bez sensu niż chwalić te dobre postawy i doceniać efekty. Uogólniając, w Polsce nie umiemy celebrować zrealizowanych projektów i skupiamy się na tym co jest nie tak (niekoniecznie myśląc jak to poprawić). Nie powinniśmy oczywiście popaść w skrajność i szerzyć propagandy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Co zatem robić? Po pierwsze - nie wszystko jest zapisane kodem zero-jedynkowym. Spróbujmy zatem oceniając kogoś lub coś zwrócić uwagę na obie strony medalu - co poszło dobrze i podtrzymać to oraz pielęgnować (np. zaangażowanie, któraś z faz lub elementy projektu) oraz co nie osiągnęło zadowalających nas wyników lub która z sytuacji jest nie do przyjęcia dla obowiązujących standardów i zastanowić się jak należy to poprawić.

status: bez zmian
waga: jej wskazówki ciut się ruszyły po ostatnich kijkowych marszach
zawód: zdemotywowany asystent
ulubiony kolor: zielony (tęskno mi do ciepłej wiosny)

W większych firmach za standard uznaje się ocenę pracownika minimum raz w roku (chociaż częstotliwość może się zwiększyć do raz na kwartał lub raz na miesiąc). Sądziłam, iż ze względu na rodzaj mojej umowy - zlecenie (slangiem rzucając: umowa "śmieciowa") ten niechybny przywilej mnie ominie. Życie chciało inaczej...
W skrócie - moje EDD było bardzo ograniczone. Usłyszałam dwie uwagi do swojej pracy. Pierwsza z nich związana była z ostatnio przesłanym raportem w którym były błędy. Mea culpa - za bardzo zaufałam danym z których go robiłam. Wyciągnęłam z tego nauczkę i od teraz będę brała dane tylko ze źródła. Niestety nikt już nie powiedział słowa odnośnie tego, iż siedziałam z 5 godzin w świąteczny piątek, gdy reszta domowników korzystała z dnia wolnego, by go poprawić. Niby rozumiem - tutaj liczy się efekt, a nie kto ile nad czym spędza pracy. Chociaż liczyłam na drobinę empatii mojego managera... Plan działań korygujących w przypadku pomyłek w danych jest zatem jeden - najpierw zapoznać się z zadaniem, określić plan uwzględniając gdzie mogą wystąpić punkty zapalne, przygotować i sprawdzić co się da. Wtedy dopiero wysłać.
Druga uwaga była mniej przyjemna, bo jednak bardziej dotyczyła mnie jako człowieka, mojego sposobu bycia. Otóż przez niektórych pracowników odbierana jestem jako osoba bezczelna. Tutaj doznałam szoku. Wyjaśniono mi iż chodzi o sposób mojego podejścia do ludzi, załatwiania spraw itd. Doszło do tego stwierdzenie zachwiania równowagi pomiędzy zabawą a pracą. Sami przyznacie, że to trochę bolesne, gdy nikt przez ponad 1,5 roku nie zwróci uwagi, iż należałoby zmienić swoje zachowanie, a tu nagle coś takiego. Jedno było już pewne - ten dzień nie będzie należeć do moich ulubionych. Postanowiłam się problemowi trochę dokładniej przyjrzeć...
Najpierw - analiza. Jestem osobą często nastawioną na cel. W momencie braku czasu omijam polityczną gierkę w uzyskiwaniu informacji. Maile w stylu "czy mogłabyś w wolnym czasie ..." albo "będę niezwykle zobowiązana gdybyś podał mi nowy termin realizacji czegoś co obiecałeś zrobić na 5 tygodni temu, bo dostawca się dopytuje jakie są efekty" są dla mnie nietrafione i nie spełniają rezultatu. Oczywiście trochę karykaturuję z tymi tekstami. Jeśli nie o to chodzi to może o moje zapytania na głos w biurze "co, na kiedy i dlaczego tak późno"? Tylko, że to wszyscy pracownicy traktują jako rozładowanie atmosfery i dla żartów stwierdzają, iż ja tu rządzę. Czyżby o to chodziło? Ktoś się poczuł zagrożony? A może żart poszedł dalej i już tam nie został tak odebrany? Ostatnią rzeczą, która może powodować mój odbiór jako osoby bezczelnej jest fakt wyrażania swojej opinii. Nie boję się powiedzieć, że coś mi się nie podoba i może należałoby to zrobić w ten sposób ze względu na takie korzyści lub zagrożenia wynikające z uprzedniego rozwiązania.
Drugą rzeczą jaką zrobiłam było krótkie rozeznanie się. By nie robić jakiejś większej awantury postanowiłam nie szukać osobowego źródła moich kłopotów (co również odradziła mi manager). Zapytałam się tylko kilku swoich współpracowników czy jestem osobą bezczelną? Widziałam, że doznali oni podobnego szoku jak ja. Usłyszałam, że to bzdura i ktoś musiał być wyjątkowo złośliwy mówiąc takie słowa. Szkoda tylko, iż fakt faktem coś takiego zostało mi zarzucone.
Zastanawiacie się pewnie dlaczego skupiam się tylko na tych elementach do poprawienia? Odpowiedź jest bardzo prosta - nic więcej na EDD nie zostało mi powiedziane. Na spotkaniu zobowiązałam się do poprawy - cóż innego należałoby powiedzieć jak słyszy się stwierdzenie, iż "ktoś nie wyobraża sobie, aby tak było dalej"? Będę zatem przywiązywać większą wagę do szczegółów (odnośnie raportów i danych), trzymać język za zębami (widać wychodzenie z inicjatywą oraz wyrażanie swojego zdania jest w korporacji źle widziane), pytać ludzi przy ich biurkach indywidualnie (a nie rzucając temat dotyczący wszystkich na 7-osobowe biuro) i nie będę ponaglać jeśli ktoś nie wykonuje swojej pracy (w końcu nie jestem rozliczana z efektów procesów i nie na moją premię to wpływa).
Pytanie tylko - czy czas tej informacji jest przypadkiem w obliczu bliskiej rozmowy o ewentualnej podwyżce?

wtorek, 10 stycznia 2012

Once Upon A Time

Przychodzi taki dzień, w którym spoglądamy za siebie i analizujemy co zrobiliśmy do tej pory, jakie podejmowaliśmy decyzje, jak się zmieniliśmy oraz dokąd zmierzamy. Wszystko dobrze jeśli jesteśmy z tego stanu rzeczy zadowoleni. Gorzej gdy dochodzimy do wniosku, iż dawno temu zboczyliśmy z obranej ścieżki, a nasza własna - prowadzi donikąd. Całe szczęście - zawsze można zawrócić i pomaszerować wcześniej określonym szlakiem albo zaryzykować idąc w nieznane...

status: singielka
wiek: 25
wzrost: 172
waga: zbyt duża by podać ją publicznie
zawód: wieczny student zmierzający do obrony

Po pierwsze chcę podkreślić, iż jestem zadowolona ze swojego życia. W polskim społeczeństwie może to być objawem jakiejś choroby. Żaden z lekarzy, który przewinął się w moim ćwierć wieku, psychicznych zaburzeń mi jednak nie zarzucił. By Was jednak utwierdzić w przekonaniu, że ze mną wszystko okay, na wszelki wypadek dodam - oczywiście zawsze mogłoby być lepiej. Marzy mi się własne mieszkanie, skończone studia magisterskie, stabilna praca w której będę się realizowała, mnóstwo zagranicznych wojaży, druga połówka (i nie mowa tu o %), która będzie mnie wspierała i nie czuła się zagrożona na pozór silnym mym charakterem.
Co do rozdroży i wyborów - właśnie przed takim jednym stoję. Sprawa tyczy się dalszej ścieżki kształcenia oraz ewentualnej pracy. Zastanawiam się nad pełnym powrotem na studia stacjonarne na prestiżowej uczelni i pożegnaniem się z funkcją asystentki w jedne z duńskich korporacji, a studiami niestacjonarnymi na nie tak złej uczelni i ewentualną zmianą pracy...
Sądzę, że najbliższe tygodnie będą dla mnie przełomowe. Dlatego postanowiłam się nimi podzielić ze światem. Mam nadzieję, że Was nie uśpię swoimi wypocinami...